Wizerunek dziecka w szkole – problem zdjęć dzieci w internecie
Zdjęcia dzieci nadal zalewają profile szkół i przedszkoli. Świadomość rośnie, ale problem jest systemowy
W Polsce każdego dnia szkoły i przedszkola publikują zdjęcia dzieci w internecie. Akademie, wycieczki, konkursy, zajęcia sportowe, pasowania, przedstawienia i codzienne aktywności trafiają na Facebooka, strony internetowe oraz profile społecznościowe placówek.
Przez lata było to traktowane jako coś normalnego. Dziś coraz więcej osób zaczyna zadawać pytanie: czy dzieci powinny być narzędziem promocji szkoły lub przedszkola?
Problem nie zniknął. Tysiące placówek nadal publikuje zdjęcia dzieci na potęgę. Dobra wiadomość jest taka, że część środowiska edukacyjnego zaczyna wreszcie dostrzegać skalę ryzyka.
Problem nie jest marginalny. To codzienna praktyka tysięcy placówek
Publikowanie zdjęć dzieci przez szkoły i przedszkola bardzo często odbywa się automatycznie: wydarzenie, kilka zdjęć, post w mediach społecznościowych, oznaczenie placówki, czasem nazwa grupy, klasy, konkursu albo lokalizacja.
Intencje zwykle są dobre. Placówka chce pokazać aktywność, atmosferę, zaangażowanie nauczycieli i efekty pracy z dziećmi. Problem w tym, że bardzo często robi to poprzez publiczne eksponowanie twarzy dzieci.
Wizerunek dziecka staje się wtedy elementem promocji placówki. Zdjęcie ma budować zaufanie, ocieplać komunikację, pokazywać „życie szkoły” i wspierać rekrutację. Tyle że dziecko nie powinno płacić swoją prywatnością za marketing szkoły lub przedszkola.
Dlatego nie można mówić, że „jest dobrze”. Nie jest. Rośnie świadomość, ale praktyka wielu placówek nadal wygląda tak, jakby internet był tablicą korkową na szkolnym korytarzu.
Podpisana zgoda rodzica nie rozwiązuje problemu
W wielu placówkach podstawowym argumentem za publikacją zdjęć dzieci jest zgoda rodzica. Jeśli rodzic podpisał formularz, zdjęcia są publikowane. Czasem bardzo często, czasem w dużej liczbie, czasem bez realnej selekcji.
Tymczasem zgoda nie powinna być alibi dla każdej publikacji. Nawet jeśli rodzic wyraził zgodę, szkoła lub przedszkole nadal powinny zadać sobie kilka pytań:
- czy ta publikacja naprawdę jest potrzebna?
- czy zdjęcie służy dziecku, czy przede wszystkim promocji placówki?
- czy dziecko nie jest pokazane w sytuacji zawstydzającej, emocjonalnej albo zbyt prywatnej?
- czy zdjęcie może zostać wyrwane z kontekstu?
- czy da się pokazać tę samą aktywność bez pokazywania twarzy dziecka?
- czy dziecko miało możliwość powiedzieć, że nie chce być fotografowane lub publikowane?
Odpowiedzialna komunikacja nie zaczyna się i nie kończy na formularzu zgody. Zaczyna się od pytania, czy dana publikacja jest zgodna z dobrem dziecka.
Sztuczna inteligencja zwiększa ryzyko związane ze zdjęciami dzieci
Jeszcze kilka lat temu głównym problemem była utrata kontroli nad zdjęciem. Ktoś mógł je pobrać, skopiować, przesłać dalej albo opublikować poza pierwotnym kontekstem.
Dzisiaj dochodzi nowy poziom ryzyka: sztuczna inteligencja. Publicznie dostępne zdjęcia dzieci mogą być wykorzystywane do tworzenia fałszywych profili, przeróbek, deepfake’ów, materiałów kompromitujących albo treści całkowicie oderwanych od pierwotnej sytuacji.
Zdjęcie opublikowane dziś przez szkołę może za kilka lat funkcjonować w zupełnie innym kontekście. Dziecko, którego wizerunek został wykorzystany, nie ma realnej kontroli nad tym, gdzie trafi jego twarz, kto ją zapisze i do czego zostanie użyta.
Dlatego pytanie nie brzmi już tylko: „czy mamy zgodę?”. Pytanie brzmi: „czy mamy prawo narażać dziecko na ryzyka, których ono samo jeszcze nie rozumie?”.
„Pokazujmy działania, nie dzieci”
Szkoła może komunikować swoją aktywność bez publikowania zbliżeń twarzy uczniów. Może pokazywać projekty, efekty pracy, przestrzeń edukacyjną, materiały, proces, nauczycieli, atmosferę i wartości.
Pokazujmy działania, nie dzieci.
To zasada, która powinna stać się podstawą komunikacji każdej placówki edukacyjnej. Nie chodzi o to, żeby szkoły przestały mówić o tym, co robią. Chodzi o to, żeby nie wykorzystywały dzieci jako głównego nośnika własnej promocji.
Bezpieczniejsze podejście to między innymi:
- fotografowanie działań zamiast twarzy,
- pokazywanie efektów pracy uczniów,
- kadrowanie zdjęć tak, aby ograniczać identyfikację dzieci,
- unikanie zdjęć dzieci w trudnych emocjach,
- niepublikowanie zdjęć z dyplomami, identyfikatorami, nazwami grup i innymi danymi,
- ograniczanie liczby publikowanych zdjęć,
- rezygnacja ze zbliżeń twarzy dzieci w publicznych kanałach komunikacji.
O tym problemie coraz częściej rozmawia się także z dyrektorami i nauczycielami
Dobrym przykładem takiej rozmowy były warsztaty w Łowiczu poświęcone ochronie wizerunku dzieci, cyberbezpieczeństwu oraz odpowiedzialnej komunikacji placówek edukacyjnych w internecie.
W spotkaniu uczestniczyli przedstawiciele środowiska edukacyjnego, a jednym z ważnych tematów była refleksja nad tym, jak szkoły i przedszkola mogą komunikować swoje działania bez nadmiernej ekspozycji dzieci.
O warsztatach pisała lokalna prasa, zwracając uwagę na to, że internet nie zna granic, a bezpieczeństwo dzieci w świecie cyfrowym wymaga realnej edukacji i odpowiedzialności dorosłych.
Warsztaty zostały zorganizowane w ramach projektu Human Labs, realizowanego przez Fundację Łowickie Forum Bezpiecznego Internetu, reprezentowaną przez prezes Annę Zabost-Kędziora.
Zobacz stronę Fundacji Łowickie Forum Bezpiecznego Internetu
To ważne, ale nie najważniejsze w całej sprawie. Najważniejsze jest to, że temat ochrony wizerunku dzieci powoli wychodzi poza pojedyncze rozmowy rodziców z dyrekcją i zaczyna być traktowany jako realne wyzwanie dla systemu edukacji.
Petycja Aleksandry Rodzewicz: dziecko nie powinno być narzędziem promocji placówki
Rosnąca świadomość problemu znajduje odzwierciedlenie także w działaniach społecznych. Aleksandra Rodzewicz zdecydowała się na napisanie petycji do Ministerstwa Edukacji Narodowej w sprawie wprowadzenia do ustawy Prawo oświatowe przepisu zakazującego wykorzystywania wizerunku dzieci w celach promocyjnych przez przedszkola i szkoły podstawowe.
To bardzo ważna inicjatywa, bo dotyka sedna problemu: czy szkoła lub przedszkole powinny mieć możliwość wykorzystywania wizerunku dzieci jako narzędzia własnej promocji?
Dziś ciężar decyzji bardzo często spada na rodziców. Placówka przedstawia zgodę, rodzic ją podpisuje albo nie, a system nadal pozwala na budowanie komunikacji marketingowej wokół zdjęć dzieci. Petycja wskazuje, że potrzebna jest zmiana nie tylko w świadomości, ale także w przepisach.
Potrzebujemy standardów, nie kolejnych zdjęć dzieci w internecie
Problem publikowania wizerunku dzieci przez placówki edukacyjne nie rozwiąże się sam. Nie wystarczy dobra wola pojedynczych dyrektorów, kilka rozmów z rodzicami ani dopisanie kolejnego punktu do zgody.
Potrzebne są jasne standardy, procedury, edukacja nauczycieli, rozmowa z rodzicami i realne ograniczenie wykorzystywania zdjęć dzieci w publicznej komunikacji szkół oraz przedszkoli.
Dziecko nie powinno być materiałem promocyjnym. Nie powinno być twarzą rekrutacji, ozdobą profilu społecznościowego ani sposobem na budowanie zasięgów placówki.
Prawo dziecka do prywatności nie kończy się na podpisanej zgodzie rodzica.
Jeżeli szkoła chce pokazywać swoją jakość, może pokazywać działania. Jeżeli przedszkole chce budować zaufanie, może pokazywać wartości, proces i efekty pracy. Nie musi wystawiać twarzy dzieci do publicznego internetu.
Co może zrobić rodzic?
Rodzic może zapytać placówkę, jakie zasady obowiązują przy publikowaniu zdjęć dzieci. Może poprosić o ograniczenie publikacji, wycofać zgodę, zwrócić uwagę na konkretne ryzyka i zaproponować bezpieczniejsze sposoby komunikacji.
Może też wesprzeć działania systemowe, takie jak petycja Aleksandry Rodzewicz. Bo problem nie dotyczy tylko jednego zdjęcia, jednej szkoły czy jednego przedszkola. Dotyczy sposobu, w jaki dorośli traktują prywatność dzieci w świecie cyfrowym.
© OPSEC4kids – Oswajamy technologie w rodzinach i szkołach. Wiedza to najlepsza ochrona.
