Hate page – kiedy jedna osoba staje się celem całej grupy
Hate page – kiedy jedna osoba staje się celem całej grupy
Ktoś zakłada profil poświęcony jednej osobie. Pojawiają się przerobione zdjęcia, fragmenty rozmów, plotki, memy i komentarze, a po chwili dołączają kolejne osoby. To nie jest już pojedyncza złośliwość. To mechanizm, który może zamienić nękanie w publiczną i powtarzalną formę cyberprzemocy.
Sama nazwa nie jest najważniejsza. „Hate page”, „hatepage” czy „hejtpage” to określenia potoczne, a nie osobna kategoria prawna. Ważny jest mechanizm: ktoś wybiera ofiarę, publikuje materiały na jej temat, zaprasza publiczność, a kolejne osoby zaczynają dokładać komentarze, zdjęcia, screeny i udostępnienia. Wtedy przemoc przestaje być konfliktem dwóch osób i zaczyna żyć własnym życiem.
Czym właściwie jest hate page?
To konto, profil, strona lub grupa tworzona po to, aby ośmieszać, poniżać, kompromitować albo nękać konkretną osobę.
Na takim profilu mogą pojawiać się prawdziwe i przerobione zdjęcia, filmy, fragmenty prywatnych rozmów, informacje wyrwane z kontekstu, plotki, wyzwiska albo treści stworzone wyłącznie po to, żeby daną osobę zawstydzić. Często wszystko jest przedstawione jako mem, żart albo „beka”, co sprawcy daje wygodną możliwość wycofania się w zdanie: „przecież to był tylko żart”.
Forma nie zmienia jednak skutków. Jeżeli treści są wymierzone w konkretną osobę, mają ją poniżyć, są rozpowszechniane wbrew jej woli i zachęcają innych do dokładania kolejnych materiałów lub komentarzy, nie mówimy już tylko o braku kultury w internecie. Mówimy o mechanizmie cyberprzemocy.
Jak może wyglądać to z perspektywy nastolatka?
Poniższa rolka pokazuje sytuację od strony dziecka, które rano otwiera telefon i odkrywa, że ktoś stworzył profil poświęcony właśnie jemu. To dobry punkt wyjścia do rozmowy o tym, co w takim przypadku dzieje się dalej – i dlaczego problemem nie jest wyłącznie sama publikacja.
Dlaczego działa inaczej niż jeden obraźliwy komentarz?
Pojedynczy komentarz może również zranić, ale hate page dokłada do niego kilka mechanizmów, które zwiększają skalę i trwałość ataku. Powstaje jedno miejsce, do którego można stale przynosić nowe materiały. Jedna osoba wrzuca zdjęcie, druga dostarcza screena prywatnej rozmowy, trzecia robi mem, a następne komentują i przesyłają profil dalej. Z pozoru każdy wykonuje niewielki ruch, ale razem tworzą środowisko skupione wokół poniżania jednej osoby.
Atak skupia się na jednej osobie
Kolejne publikacje nie są przypadkowymi złośliwościami. Budują jeden, powtarzający się przekaz na temat konkretnego dziecka lub nastolatka.
Pojawia się publiczność
Przemoc nie dzieje się już tylko między sprawcą a ofiarą. Widzą ją rówieśnicy, uczniowie z innych klas, znajomi, a czasem również zupełnie obcy użytkownicy.
Treści można kopiować
Usunięcie profilu nie musi oznaczać końca problemu. Zdjęcia, screeny i filmy mogły wcześniej zostać zapisane, przesłane dalej albo opublikowane ponownie.
Do ataku mogą dołączać kolejne osoby
Jedna osoba prowadzi konto, inna dostarcza materiał, kolejna komentuje, jeszcze ktoś udostępnia. W efekcie zasięg i siła ataku rosną.
To właśnie udział kolejnych osób może być dla dziecka szczególnie trudny. Zamiast poczucia, że mierzy się z jednym sprawcą, może pojawić się wrażenie, że przeciwko niemu zwróciła się cała klasa, szkoła albo grupa znajomych. Nawet jeżeli aktywnie działa tylko część tych osób, publiczne reakcje i udostępnienia sprawiają, że skala sytuacji wygląda znacznie większa.
Dlaczego hate page może być tak dotkliwy?
Dla nastolatka relacje z rówieśnikami, reputacja i poczucie przynależności mają ogromne znaczenie. Hate page uderza dokładnie w ten obszar. Dziecko nie widzi tylko obraźliwego zdjęcia. Widzi również, kto je polubił, kto się zaśmiał, kto oznaczył kolejną osobę i kto przyszedł następnego dnia do szkoły, wiedząc już o publikacji.
Do tego dochodzi utrata kontroli nad treścią. Kiedy materiał zaczyna krążyć między kontami i komunikatorami, trudno odpowiedzieć na proste pytanie: „Kto to jeszcze widział?”. Jeżeli autor profilu pozostaje anonimowy, pojawia się dodatkowa niepewność. Dziecko może podejrzewać, że za kontem stoi ktoś z jego szkoły, ale nie wiedzieć kto.
I jeszcze jedna rzecz, o której dorośli czasem zapominają: dla dzieci internet nie jest osobnym światem. Osoby, które wieczorem komentują przerobione zdjęcie, rano mogą siedzieć obok na matematyce. Konflikt nie kończy się więc po zamknięciu aplikacji. Online i offline przenikają się, a technologia zwiększa zasięg, szybkość i czas trwania przemocy.
„Wyłącz telefon” nie rozwiązuje problemu
Wyłączenie powiadomień może dać dziecku chwilę oddechu, ale nie usuwa treści i nie sprawia, że rówieśnicy przestają ją widzieć. Problemem nie jest sam ekran, tylko przemoc, która za jego pośrednictwem dociera do realnych relacji dziecka.
Co pokazują badania?
Duże badania nad cyberprzemocą nie zawsze wydzielają hate page jako osobną kategorię, dlatego skalę zjawiska warto czytać w szerszym kontekście przemocy internetowej. Dwa dobrze udokumentowane badania pokazują, że doświadczenie cyberprzemocy wśród nastolatków nie jest zjawiskiem marginalnym.
W badaniu NASK z 2024 r. 39% polskich uczniów deklarowało doświadczenie przynajmniej jednej z badanych form przemocy internetowej. Badanie objęło 3665 uczniów.
Pew Research Center podał, że 46% amerykańskich nastolatków w wieku 13–17 lat doświadczyło przynajmniej jednej z sześciu badanych form cyberprzemocy lub nękania online. Badanie objęło 1316 nastolatków.
W polskim badaniu NASK 29% uczniów wskazywało wyzywanie w internecie, 19% ośmieszanie, a 18% poniżanie. To zachowania, które mogą pojawiać się również na profilach tworzonych przeciwko konkretnej osobie, choć sam raport nie mierzy hate page’ów jako odrębnej kategorii.
39% uczniów doświadczyło przynajmniej jednej z badanych form przemocy internetowej w 2024 r.NASK, Nastolatki. Raport badawczy, badanie październik–listopad 2024, N=3665 uczniów.
“46% report ever experiencing at least one of six cyberbullying behaviors.”Pew Research Center, Teens and Cyberbullying 2022, N=1316, nastolatki w wieku 13–17 lat.
Cyberprzemoc może zostawić bardzo realne skutki
To, że cyberprzemoc nie zostawia fizycznych śladów, nie oznacza, że jest mniej realna. Badania pokazują związek pomiędzy doświadczeniem cyberbullyingu a pogorszeniem dobrostanu psychicznego, lękiem, trudnościami szkolnymi, samouszkodzeniami czy myślami samobójczymi.
Nie oznacza to, że hate page automatycznie prowadzi do depresji, samouszkodzeń czy próby samobójczej. Mówimy o związku i podwyższonym ryzyku, a nie o prostym, nieuchronnym związku przyczynowo-skutkowym. Sama możliwość długotrwałego publicznego ośmieszania, utraty kontroli nad własnym wizerunkiem i presji grupy wystarcza jednak, żeby taki przypadek traktować poważnie od początku.
Nie tylko osoba, która założyła profil, ponosi odpowiedzialność
Rozmowa o hate page’ach nie powinna dotyczyć wyłącznie tego, jak ochronić własne dziecko przed atakiem. Równie ważne jest pytanie o zachowanie wtedy, gdy celem staje się ktoś inny. Czy dziecko udostępnia profil? Przesyła go znajomym? Dodaje komentarz? Dostarcza zdjęcie? A może zgłasza treść albo mówi o niej dorosłemu?
Odpowiedzialność nie kończy się na osobie, która założyła konto. Dostarczenie materiału, komentarz, udostępnienie czy zachęcanie kolejnych osób może zwiększać zasięg ataku i dokładać kolejną warstwę poniżenia. Właśnie dlatego warto rozmawiać z dziećmi nie tylko o roli ofiary i sprawcy, ale także o roli świadków.
Co może zrobić rodzic?
Najważniejsze nie jest to, żeby znać każdą nazwę nowego zjawiska i każdą aplikację. Dziecko powinno przede wszystkim wiedzieć, że jeśli w sieci wydarzy się coś trudnego, może przyjść do rodzica bez obawy, że pierwszą reakcją będzie krzyk, kara albo natychmiastowe zabranie telefonu.
Jeśli profil już istnieje, najpierw warto spokojnie ustalić z dzieckiem, co się wydarzyło, a następnie zabezpieczyć dowody: screeny, adres profilu, nazwy użytkowników, daty publikacji i treści, zanim zostaną usunięte. Konto oraz konkretne materiały należy zgłosić platformie. Jeżeli sytuacja dotyczy uczniów jednej szkoły, szkoła również powinna o niej wiedzieć. W przypadku gróźb, uporczywego nękania, podszywania się, publikowania intymnych materiałów albo innych poważnych zachowań warto rozważyć także zgłoszenie sprawy organom ścigania.
Zanim wydarzy się kryzys, można jednak zrobić coś prostszego: porozmawiać. Nie w formie wykładu, tylko kilku normalnych pytań, które pokażą dziecku, że znamy problem i jesteśmy gotowi o nim rozmawiać.
- „Czy zdarzają się u Was profile zakładane po to, żeby ośmieszać jedną osobę?”
- „Widziałeś kiedyś coś takiego?”
- „Co wtedy robią inni – komentują, udostępniają czy zgłaszają?”
- „Gdyby coś takiego powstało o Tobie, powiedziałbyś mi?”
- „A co zrobiłbyś, gdyby taki profil założył Twój kolega albo koleżanka?”
Hate page to nie „internetowa drama”
Za kilka lat dzieci mogą nazywać takie profile inaczej i tworzyć je na platformach, których dzisiaj jeszcze nie znamy. Dlatego ważniejsza od samej nazwy jest umiejętność rozpoznania mechanizmu: wybranie jednej osoby jako celu, publiczne wystawienie jej na ocenę, dokładanie kolejnych materiałów i zapraszanie następnych osób do udziału w ataku.
Technologia nie stworzyła ośmieszania, wykluczania ani nękania. Dała im jednak zasięg, szybkość, kopiowalność i możliwość docierania do dziecka praktycznie przez całą dobę. Dlatego odpowiedzią nie powinno być samo „wyłącz internet”. Potrzebne są granice, reakcja dorosłych, odpowiedzialność sprawców i przede wszystkim relacja, dzięki której dziecko wie, że w trudnej sytuacji nie zostanie samo.
Cyberprzemoc to nadal przemoc.
Źródła
Badanie z 2024 r., N=3665 uczniów. Otwórz źródło
Badanie 1316 amerykańskich nastolatków w wieku 13–17 lat. Otwórz źródło
