Bezpieczne zdjęcie do publikacji. Co zdradza fotografia?

Bezpieczne zdjęcie w internecie. O czym pomyśleć, zanim je opublikujesz — OPSEC4Kids
OPSEC4Kids

Bezpieczne zdjęcie w internecie. O czym pomyśleć, zanim je opublikujesz

Kiedy publikujemy zdjęcie, zwykle chcemy podzielić się jednym konkretnym momentem: urodzinami dziecka, wakacjami, pierwszym dniem szkoły, wizytą u lekarza albo zabawnym bałaganem w dziecięcym pokoju. Problem polega na tym, że aparat nie rejestruje naszych intencji. Rejestruje wszystko, co znalazło się w kadrze.

Dlatego zdjęcie bardzo często nie jest tylko zdjęciem. Może być pakietem informacji o naszej rodzinie, miejscu zamieszkania, szkole dziecka, planie dnia, zdrowiu, majątku, codziennych zwyczajach, a nawet o tym, kiedy nikogo nie ma w domu.

1

Zdjęcie nie jest tylko obrazem. Jest zbiorem informacji

Wyobraźmy sobie, że proszę rodzica o przekazanie obcej osobie kilku informacji dotyczących jego rodziny:

  • gdzie mieszka,
  • do jakiej szkoły chodzi jego dziecko,
  • o której dziecko kończy lekcje,
  • jakie zwierzęta ma rodzina,
  • kiedy rodzina wyjeżdża na wakacje,
  • czy ktoś z domowników jest obecnie w szpitalu.

Większość osób natychmiast odpowie, że nigdy nie przekazałaby takich danych przypadkowej osobie. Gdybyśmy jednak przejrzeli zdjęcia opublikowane przez tę samą rodzinę w mediach społecznościowych, mogłoby się okazać, że duża część tych informacji już się tam znajduje. Nie w jednym poście i niekoniecznie podana wprost. Jedna fotografia pokazuje logo szkoły, druga plan lekcji, trzecia trasę treningu rozpoczynającą się pod domem, a czwarta informuje, że właśnie rozpoczął się dwutygodniowy urlop.

Na tym polega różnica pomiędzy naszym spojrzeniem a sposobem, w jaki zdjęcie może analizować ktoś inny. My widzimy wspomnienie. Widzimy dziecko, tort albo piękny widok z hotelowego balkonu. Osoba szukająca informacji może natomiast przestać patrzeć na główny temat fotografii i zainteresować się tym, co znalazło się na drugim planie. Dlatego w cyberbezpieczeństwie warto mówić o bezpiecznym zdjęciu do publikacji. Nie jest to fotografia całkowicie pozbawiona informacji ani taka, której nigdy nie wolno opublikować. Jest to zdjęcie, które przed udostępnieniem zostało świadomie przeanalizowane jako zbiór informacji.

My patrzymy na to, co chcieliśmy sfotografować. Aparat zapisuje również wszystko, co sfotografowaliśmy przypadkiem.

2

Mama chciała pokazać bałagan. Internet dostał coś więcej

Wyobraźmy sobie mamę, która wchodzi do pokoju syna i po raz kolejny widzi na jego biurku kompletny chaos. Leży tam brudny talerz, stara kanapka przyniesiona ze szkoły, otwarte zeszyty, ładowarka, słuchawki, rozrzucone długopisy i plecak rzucony zaraz po powrocie do domu. Widok jest tak absurdalny, że mama robi zdjęcie i publikuje je na Instagramie.

„Czy zawiodłam jako matka? Czy Wasi synowie też mają taki bałagan na biurku?”
Zdjęcie bałaganu na biurku dziecka
Rodzic chce pokazać bałagan. W kadrze mogą jednak znaleźć się również informacje, których nie planował publikować.

Nie planuje nikogo ośmieszać ani zdradzać rodzinnych tajemnic. Chce się pośmiać, porozmawiać z innymi rodzicami i przekonać się, że nie tylko jej dziecko traktuje biurko jak magazyn rzeczy znalezionych. Reakcja jest natychmiastowa. Inne mamy zaczynają odpowiadać zdjęciami biurek własnych dzieci. Jedna pokazuje stos książek i kartę biblioteczną, druga identyfikator na basen, u trzeciej widać plan lekcji, a u kolejnej kartkę z loginem do szkolnego systemu. Z jednego niewinnego żartu powstaje cały łańcuch fotografii przedstawiających prywatną przestrzeń dzieci.

Dopiero po pewnym czasie autorka pierwszego zdjęcia zauważa, że między brudnym talerzem, zeszytem od matematyki i starą kanapką leży legitymacja szkolna jej syna. W zależności od jakości zdjęcia można na niej odczytać imię i nazwisko, datę urodzenia, nazwę szkoły, numer dokumentu i zobaczyć fotografię dziecka.

Nikt w tej historii nie zdecydował świadomie: „Dzisiaj opublikuję dokument mojego dziecka”. Rodzice chcieli pokazać jedynie bałagan. Problem polega na tym, że ich uwaga była skierowana na główny temat zdjęcia, natomiast aparat zapisał cały kadr z taką samą dokładnością. Dlatego sprawdzenie fotografii przed publikacją nie powinno polegać wyłącznie na ocenie tego, czy dobrze wyglądamy i czy dziecko ma otwarte oczy. Warto powiększyć obraz, obejrzeć biurko, półki, rogi kadru, dokumenty oraz ekrany urządzeń. Informacja, której nie zauważyliśmy podczas robienia zdjęcia, nadal się na nim znajduje.

3

Urodzinowy tort i informacja o tym, kiedy dziecko kończy szkołę

Innym przykładem może być zwykłe rodzinne zdjęcie z urodzin. Na pierwszym planie znajduje się dziecko. Rodzic publikuje fotografię z życzeniami i w pierwszej chwili trudno zobaczyć w niej jakiekolwiek zagrożenie. To przecież zwyczajna pamiątka z ważnego dnia. Dopiero kiedy przestaniemy patrzeć na solenizanta, zauważymy tort upieczony przez babcię i lodówkę stojącą na drugim planie. Na jej drzwiach przypięty jest plan lekcji klasy 4A. Na nim znajduje się nazwa szkoły, jej logo, rozkład zajęć i godziny, o których dziecko kończy lekcje w poszczególne dni. Obok planu wisi recepta, termin wizyty lekarskiej albo rozpiska zajęć dodatkowych.

Rodzic chciał powiedzieć obserwatorom: „Dzisiaj świętujemy urodziny”. Zdjęcie mogło jednak przekazać także informację, do której szkoły chodzi dziecko, w której jest klasie, kiedy wraca do domu i z jakiej opieki medycznej korzysta ktoś z rodziny. Podobnie działa szkolna bluza, mundurek albo koszulka z logo placówki. Publikujemy zdjęcie dziecka przed rozpoczęciem roku szkolnego, ponieważ chcemy zachować wspomnienie pierwszego dnia w kolejnej klasie, ale jednocześnie pokazujemy dokładną nazwę szkoły.

Na podstawie samej nazwy placówki można często sprawdzić jej adres, godziny działania, organizowane zajęcia, kalendarz roku szkolnego i listę pracowników. Można również ustalić, czy szkoła jest publiczna, społeczna czy prywatna, a w przypadku prywatnej placówki znaleźć wysokość czesnego. Sama szkolna bluza nie zdradza jeszcze adresu domu, ale nasz profil nie składa się z jednego zdjęcia. Jeżeli wcześniej publikowaliśmy fotografie z pobliskiego parku, osiedlowego placu zabaw, lokalnej kawiarni albo codziennej drogi do szkoły, kolejne informacje zaczynają się ze sobą łączyć.

Pojedyncza informacja może wyglądać niewinnie. Kilka informacji połączonych ze sobą zaczyna opowiadać bardzo dokładną historię naszego życia.

4

Kiedyś Endomondo, dzisiaj Strava. Mapa treningu może prowadzić do domu

Przez lata internauci publikowali wyniki treningów z Endomondo. Dzisiaj podobne zrzuty pochodzą ze Stravy, Garmina, Apple Fitness i wielu innych aplikacji. Chwalimy się pierwszymi pięcioma kilometrami, rekordem na rowerze albo regularnością spacerów. Sama informacja o wyniku zwykle nie jest szczególnie wrażliwa. Znacznie ważniejsza może być widoczna obok mapa, ponieważ większość osób rozpoczyna trening w domu albo w jego bezpośrednim sąsiedztwie. Z tego samego miejsca wyrusza na spacer z psem, bieganie czy przejażdżkę rowerową i do tego samego punktu później wraca.

Jeżeli opublikujemy jedną trasę, dokładna lokalizacja może nie być oczywista. Jeżeli jednak regularnie udostępniamy kolejne aktywności, a każda zaczyna się i kończy w tym samym miejscu, na mapie powstaje bardzo wyraźny punkt. Nie trzeba wpisywać adresu w opisie. Wystarczy pokazać kilka tras prowadzących do jednego budynku albo niewielkiego obszaru. Przy okazji publikujemy informacje o swoich zwyczajach: w jakie dni ćwiczymy, o której wychodzimy, jak długo trwa trening oraz kiedy prawdopodobnie nie ma nas w mieszkaniu.

Nie oznacza to, że należy przestać dzielić się sportowymi osiągnięciami. W wielu aplikacjach można ukryć początkowy i końcowy fragment trasy, ustawić strefę prywatności albo opublikować sam wynik bez pełnej mapy. Najważniejsze jest zrozumienie, że zrzut z aplikacji treningowej również jest zdjęciem zawierającym informacje o naszym życiu.

5

Publikując, gdzie jesteśmy, informujemy również, gdzie nas nie ma

Zdjęcie z plaży, lotniska, hotelu albo górskiego szlaku opowiada o udanym wyjeździe. Rodzic publikuje je, ponieważ chce podzielić się wakacyjną radością.

„Pierwszy dzień dwóch tygodni urlopu.”
„W końcu cała rodzina odpoczywa.”
„Wracamy dopiero w przyszłą niedzielę.”

Zwykle myślimy o takiej publikacji jako o przekazaniu informacji dotyczącej miejsca, w którym obecnie przebywamy. W rzeczywistości przekazujemy również drugą informację: nie ma nas teraz w domu i prawdopodobnie przez określony czas do niego nie wrócimy.

Znaczenie tej informacji zależy od tego, co pokazaliśmy wcześniej. Jeżeli na profilu znajdują się fotografie domu, charakterystycznego widoku z okna, nazwy osiedla, zaparkowanego samochodu albo lokalnego placu zabaw, ustalenie miejsca zamieszkania może nie być szczególnie trudne. Samo zdjęcie z wakacji nie musi prowadzić do włamania i nie chodzi o przekonywanie rodziców, że każdy obserwator czeka na okazję do popełnienia przestępstwa. Chodzi o prostą świadomość, że publikacja wykonana w czasie rzeczywistym przekazuje informację o naszej aktualnej nieobecności.

Publikując informację o tym, gdzie jesteśmy, bardzo często informujemy również, gdzie nas obecnie nie ma.

Zdjęcie z wakacji opublikowane po powrocie nadal jest zdjęciem z wakacji. Nie traci wartości tylko dlatego, że nie pojawiło się w internecie w tej samej minucie, w której zostało wykonane. Czas publikacji jest jednym z najprostszych elementów, nad którymi możemy zachować kontrolę.

6

Zdjęcie od lekarza może przekazać dane medyczne i aktualną lokalizację

Rodzice publikują czasem fotografie dzieci wykonane w przychodni, gabinecie lekarskim albo szpitalu. Chcą poinformować bliskich, że wszystko jest już w porządku, pokazać, że dziecko było dzielne, albo podziękować za wiadomości i wsparcie.

„Nasz mały bohater ❤️”

Patrzymy wtedy przede wszystkim na twarz dziecka, jego uśmiech albo plaster po badaniu. Znacznie rzadziej zwracamy uwagę na opaskę pacjenta znajdującą się na nadgarstku, dokumentację leżącą na stoliku, nazwę oddziału na ścianie albo kartę informacyjną widoczną w tle.

Opaska pacjenta może zawierać imię, nazwisko, datę urodzenia, identyfikator, kod kreskowy albo kod QR. W opisie publikacji rodzic często dopowiada, co dokładnie dolega dziecku, w którym szpitalu się znajduje i jakie badanie właśnie przeszło. Jednym zdjęciem można więc ujawnić informacje dotyczące zdrowia, tożsamości oraz aktualnej lokalizacji. Jeżeli publikacja pojawia się w czasie rzeczywistym, ponownie przekazujemy również informację, że obecnie nie ma nas w domu.

Nie każda fotografia z przychodni musi zostać uznana za niebezpieczną. Wystarczy jednak przed publikacją sprawdzić, czy w kadrze nie ma opaski, dokumentacji albo nazwy konkretnego oddziału, a sam materiał udostępnić dopiero po powrocie. Kilka sekund poświęconych na sprawdzenie zdjęcia może ograniczyć ilość informacji, które trafiają do internetu.

7

Czasami to komentarze mówią o nas więcej niż samo zdjęcie

Możemy bardzo dokładnie sprawdzić fotografię przed publikacją. Usuwamy dokumenty z tła, nie pokazujemy logo szkoły, nie oznaczamy lokalizacji i publikujemy zdjęcie dopiero po powrocie do domu. Mimo to pod materiałem mogą pojawić się informacje, których sami nie planowaliśmy udostępniać. Piszą je nasi bliscy i znajomi, którzy znają rodzinne historie i nie zawsze zauważają, że ich komentarze może przeczytać znacznie więcej osób.

„Widzę, że po Maćku Kamil nosi tę piżamę.”
„Pamiętam, jak Nuka była szczeniakiem.”
„Jak Kajtek? Czy ten parszywy Maine Coon nadal zjada fuksję?”

Dla członka rodziny są to zwykłe wspomnienia. Dla osoby postronnej mogą być kolejnymi fragmentami informacji o imionach dzieci, kolejności rodzeństwa, wieku, zwierzętach domowych i relacjach rodzinnych. Inny komentarz może dopowiedzieć nazwę przedszkola, szkoły, osiedla albo miejsca, w którym wykonano zdjęcie.

Informacje znane w bliskiej rodzinie wydają się nieszkodliwe, ponieważ dla nas nie są tajemnicą. Nie oznacza to jednak, że chcemy udostępniać je wszystkim obserwatorom. Dlatego bezpieczeństwo publikacji nie kończy się w chwili naciśnięcia przycisku „Opublikuj”. Warto później sprawdzić komentarze i usunąć albo ukryć te, które przekazują zbyt wiele szczegółów. Możemy również spokojnie poprosić bliskich, aby nie podawali publicznie informacji dotyczących szkoły, zdrowia, miejsca zamieszkania czy pełnych imion dzieci.

Czasami komentarze ujawniają więcej informacji niż samo zdjęcie.

8

Czym jest bezpieczne zdjęcie do publikacji?

Bezpieczne zdjęcie nie jest wyłącznie fotografią, na której zasłoniliśmy twarz dziecka. Możemy nie pokazać twarzy, a jednocześnie ujawnić nazwę szkoły, plan dnia, miejsce zamieszkania, informacje o zdrowiu i imiona członków rodziny. Nie jest nim również automatycznie zdjęcie opublikowane na prywatnym profilu. Ustawienia prywatności ograniczają liczbę odbiorców, ale nie dają pełnej kontroli nad wykonywaniem zrzutów ekranu, zapisywaniem materiałów i dalszym udostępnianiem.

Bezpieczne zdjęcie to fotografia, której publikacja została świadomie przemyślana. Przed udostępnieniem warto przestać patrzeć wyłącznie na główny temat i sprawdzić cały kadr:

  • pierwszy plan,
  • tło,
  • odbicia w lustrach i szybach,
  • dokumenty,
  • napisy,
  • ekrany urządzeń,
  • logo szkoły,
  • mapy,
  • znaczniki lokalizacji.

Warto również zastanowić się nad opisem, czasem publikacji i informacjami, które mogą zostać dopisane później w komentarzach. Nie musimy przy tym żyć w paranoi ani całkowicie rezygnować z publikowania rodzinnych wspomnień. Celem cyberbezpieczeństwa nie jest usunięcie całego życia z internetu, lecz podejmowanie świadomych decyzji dotyczących informacji.

Możemy przesunąć dokument poza kadr, zasłonić logo szkoły, przyciąć mapę treningu, opublikować wakacyjne zdjęcie po powrocie albo usunąć komentarz podający zbyt wiele rodzinnych szczegółów. Zdjęcie nadal spełni swój cel, ale nie przekaże przypadkiem informacji, których nie planowaliśmy ujawniać.

Zanim opublikujesz zdjęcie, przestań na chwilę patrzeć na to, co chciałeś sfotografować. Sprawdź wszystko, co sfotografowałeś przypadkiem.

Co sprawdzić przed publikacją?

  • Czy w tle nie znajdują się dokumenty, recepty, plany lekcji, identyfikatory albo dane kontaktowe?
  • Czy ubranie dziecka nie pokazuje nazwy szkoły, klubu albo innej placówki?
  • Czy w lustrze, szybie lub ekranie nie odbija się coś, czego nie chcemy udostępniać?
  • Czy mapa treningu nie wskazuje dokładnego początku i końca aktywności?
  • Czy zdjęcie lub opis nie informują, że dom pozostaje obecnie pusty?
  • Czy komentarze nie ujawniły imion, szkoły, miejsca zamieszkania albo rodzinnych historii?
  • Czy po połączeniu tej publikacji z wcześniejszymi materiałami nie można dowiedzieć się o nas znacznie więcej?

© OPSEC4Kids — Oswajamy technologie w rodzinach i szkołach. Slow Tech, not No Tech.

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *